Zakopane, Zakopane… całe w deszczu skąpane… prawie ;)

Tej wiosny. Zakopane mnie przywitało. Byłem ja i… widziałem… Tatry, Krupówki i Giewont. No przez większość pobytu nic nie widziałem, bo była taka mgła, że widać nic nie było, ale gdy deszcz przestał padać wyszło słońce. A gdy wyszło słońce, było… no jak było? Powiem jak Pyzdra do Kwicoła: co Ci powiem, to Ci powiem, było piknie…

Zakopane welcome to…

Zacznijmy więc od początku. A początki bywają trudne. Moje nastawienie na Zakopane, było… powiedzmy dosyć chłodne. I nie mam tu na myśli pogody, choć akurat ona do tego nastawienia się przystosowała. Nastawienie chłodne było, bo nie uśmiechało mi się wędrowanie w tłumach po górach. Byłem w Tatrach dosyć dawno i jedną z kilku rzeczy, które pamiętam były wszędobylskie tłumy. Tym razem nasze najwyższe góry mnie zaskoczyły. Pozytywnie zaskoczyły, bo… wcale nie było aż tak dużo ludzi…

Zakopane - wiosenne kwiaty

Wszystko byłoby super, gdyby nie padał deszcz. Deszcz jednak padał. Nie była to żadna ulewa, ale ten wredny rodzaj deszczu, który niby nie pada mocno, a… moczy, że ho, ho… To był maj. Nie pachniała Saska Kępa. Deszcz padał. Gór widać nie było. A już jutro mieliśmy zwiedzać zakopane z przewodnikiem. Wrrr… rzut okiem w komórkę na prognozę pogody i… nie wygląda to dobrze, ale…

Wieczorem integracyjna impreza przywitalna, więc może jakieś zaklęcia deszcze rozgonią. No tak, zapomniałem dodać, że do Zakopanego pojechałem na imprezę singlową oczywiście w roli opiekuna, a nawet jednego z dwojga opiekunów, bo tak się wydarzyło. Zaklęć jednak nie było. A może nawet były, ale czary słabe jakieś, bo deszczyk jak padał, tak padał… No cóż nie można mieć wszystkiego ;) (znaczy w kwestii pogody ;))

„Czekam na wiatr, co rozgoni, ciemne skłębione zasłony…”

Dzień drugi. Po wczorajszej imprezie nie za bardzo chce się wychodzić. Deszcz pada. A za chwilę nie pada. A potem znów pada. Pogoda kiepska. Ruszamy na zwiedzanie Zakopanego. Oprowadza nas miły Pan Przewodnik. Hmmm… mówi ciekawie, ale… to padanie nie jest miłe. Deszczu padanie. Łazimy, to tu, to tam. Zwiedzamy cmentarz na Pęksowym Brzysku. Piękny, ciekawy i… oczywiście mokry. Potem najstarszy kościół w Zakopanem. Drewniany – a jakże.

Przestało padać. Na chwilkę. Chciałoby się popodziwiać góry, ale chyba skryły się we mgle. A może to te deszczowe chmury zasłaniają widok? Nie wiem. Nie jestem meteorologiem. Znów połaziliśmy to tu, to tam… i w tym łażeniu zaszliśmy aż pod skocznię narciarską. Było nam już zimno. Czas wracać, coś zjeść i ogrzać się grzańcem. Ruszamy więc w kierunku Krupówek, czyli centrum Zakopanego… Po drodze zwiedzamy ławeczkę multimedialną Kornela Makuszyńskiego, tego Pana, co wysłał biednego Koziołka Matołka, by się błąkał po całym świecie i szukał swojego Pacanowa.

Na Giewont widok taki

Wreszcie strawa i… oczywiście grzaniec. Od razu chce się żyć. Nic tak dobrze nie nastraja jak ciepła knajpa i pełen brzuszek. A już wieczorem, czas na jubileuszową zabawę. Tyle się działo, że nie sposób spamiętać ;), ale może to i dobrze… Do białego rana… o, o, o… :)

Zakopane – Dolina Białego

Kolejny dzień zakopiańskiej wycieczki – to spacer po górach. Brrr… Zaczynamy od śniadania i spojrzenia za okno. A tam niespodzianka. I to jaka niespodzianka.

Widać góry!!!

Nie wiedziałem, że z naszego hotelu mamy bezpośredni widok na Giewont. Śpiący rycerz zaklęty w kamień był tak łaskawy i objawił dzisiaj swoje oblicze. Niebo pozbawione chmur uśmiechało się słoneczkiem. Wooow, właśnie tego nam było potrzeba na wycieczkę w góry. Humory się poprawiły (a może była to trochę zasługa wczorajszej zabawy? ;)). Podzieliliśmy się na dwie grupy. Grupa hardcorowa, czyli oczywiście moja ;), ruszała na spacer Doliną Białego i miała za zadanie wspiąć się na Sarnią Skałę. Drużyna Asi ruszyła zwiedzać Dolinę Kościeliską – tak bardziej lajtowo ;)

Podjechaliśmy busem pod Wielką Krokiew. Hmmm… deja vu jakieś, czy my tu już kiedyś nie byliśmy? No… wczoraj byliśmy, ale okoliczności przyrody były zgoła odmienne. Ruszyliśmy więc pod górkę. Doliną Białego szliśmy… Było pięknie. Słonecznie i całkowicie inaczej niż wczoraj. Szumiała woda spływającego z gór potoku. A my dzielnie pieliśmy się ścieżką w górę i w górę. Były śmiechy. Były dowcipy. Było wesoło. Czasami sapaliśmy. Czasami ślizgaliśmy się we wczorajszym jeszcze błocie, ale… byliśmy dzielni i nieustraszeni w dążeniu do celu jakim była…

Sarnia Skała…

Czyli najwyższy punkt naszej wędrówki. Podejście nie było jakieś straszne, ale w końcu poczłapaliśmy trochę po litych skałach. No i ten widok… dla takiego widoku warto było się lekko zmęczyć. Napisałem lekko? Przecież to miała być trasa hardcorowa? No w sumie… jak ktoś nie spaceruje zbyt często, to może i była… jak dla mnie to raczej dłuższy spacer z wejściem pod górkę. W Bieszczadach bywało gorzej ;). No dobra! Trasa była trudna! Nawet bardziej, taaa… bardziej niż ta w Dolinę Kościeliską ;)

Pisałem już, że jak tylko pojawiły się góry (opadły mgły lub chmury) zaczął prześladować mnie Giewont? Jak nie pisałem, to piszę. Wędrując przez Tatry, co chwilę natykałem się na widok na górę Giewont. Nie inaczej było z wejściem na Sarnią Skałę, bo… właśnie z tego szczytu był przepiękny widok na Giewont. Ale co ja tu będę pisał… wszystko zobaczysz na załączonym poniżej filmiku.

…i nawet trochę więcej ;)

Sarnia Skała to czas odpoczynku. Na szczycie przysiedliśmy. Zjedliśmy i wypiliśmy zapasy, a przede wszystkim podziwialiśmy te przepiękne widoki. Było widać Giewont. Jakieś pokryte jeszcze śniegiem pasma (gdybym był specjalistą od Tatr pewnie umiałbym powiedzieć nawet co to były za szczyty, a tak… mogę tylko powiedzieć, że bardzo malownicze były ;)). W dole widać było Zakopane. A wszystko to… pięknie skąpane w wiosennym słoneczku…

Było ciepło. Było przyjemnie. Nadszedł czas powrotu, który o dziwo wcale nie był taki łatwy, pomimo tego, że złaziliśmy w dół. Wszystko przez ten wczorajszy deszcz, który sprawił, że powrotna ścieżka pełna błota była… A przed nami…

Dolina Strążyska!

Udało się. Zejście z Sarniej Skały. Bez ofiar. Nikt nawet nie zaliczył najmniejszego uślizgu na… ;). Dolina przywitała nas szemrzącym strumieniem, który spływał gdzieś ze szczytu doliny. Hmmm… czy doliny mogą mieć szczyty? Chyba mogą… skoro ze szczytu strumień spływał. No to jeszcze kilka kroków pod górkę i naszym oczom ukazał się wodospad Siklawica. Piękny. Wysoki. A woda spływała z niego wąską strugą. Ślicznie. Można to miejsce określić jednym słowem. Śliczne.

Ruszamy dalej. Tym razem w dół. Strumień mamy raz po lewej, a raz po prawej ręce. Po drodze przystanek na herbatkę. Wędrując dolinką już tak stromo nie było. A droga też już szeroka i bez błota. Szliśmy, szliśmy i… doszliśmy. Jak to w Zakopanem ;) busik już na nas czekał… by zawieźć nas pod hotel.

To był super spędzony czas, a już wieczorem…

Goodbye Zakopane…

Z przytupem. Zawitaliśmy do całkiem sporej knajpki, która była w stanie pomieścić nasze spore towarzystwo. A było nas tam ponad 50 osób – ot, taka spora jubileuszowa grupa. Podjedliśmy, po… ups… poraczyliśmy się tym co kto lubi, by w doskonałych humorach pożegnać stolicę naszych polskich Tatr – Zakopane.

Zakopane - droga do Siklawicy

Jak już wspominałem nie byłem na początku zachwycony przyjazdem do Zakopanego. Miałem sporo obaw. Myślałem, że będą tłumy, że wędrówka po górach będzie bardziej męcząca, że Krupówki będą tak pełne, że będzie trzeba się rozpychać łokciami. Tym razem Zakopane mnie zaskoczyło. Bardzo pozytywnie zaskoczyło. Było naprawdę fajnie, pomimo mojego początkowo negatywnego nastawienia.

A może późny majowy czas dla Zakopanego jest najodpowiedniejszy? Tak sobie siedzę i myślę, że to chyba jednak kwestia dobrego towarzystwa. Tak, jak są fajni ludzie to i deszcz nie straszny i słońce nie przeszkadza.

A… byłbym zapomniał się pochwalić ;). Oczywiście nie miałem na głowie czapeczki wędrując na Sarnia Skalę i… górskie słoneczko nieźle zaczerwieniło mi moje zakola. Pamiętaj więc… wybierając się w góry, zakładaj na głowę czapkę, bo… słońce jest przebiegłe i dopadnie Cię wszędzie ;)

Podobne artykuły:

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

CommentLuv badge

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.